Po zimie, kiedy przyroda spała pod ciężarem chłodu, a my w swoich codziennych historiach, nadszedł czas powrotu. Czas, by znów spotkać się twarzą w twarz z ogniem, z braćmi, z samym sobą.
Las przywitał nas chłodnym powiewem i pierwszymi oznakami wiosny. Powietrze niosło zapach wilgotnej ziemi i kiełkującego życia. To tutaj, w naszym prywatnym zagajniku na obrzeżach Londynu, rozłożyliśmy wielki bell tent – nasz dom na ten marcowy weekend. W jego środku rozpaliliśmy ogień, który od razu stał się sercem spotkania. Na zewnątrz, w cieniu wysokich drzew, płonęło drugie palenisko, wokół którego miały toczyć się nocne rozmowy.
Uczestnicy przybyli z różnych stron – zarówno z Wielkiej Brytanii, jak i z Polski. Nie przyjechali po show ani gotowe odpowiedzi. Przyjechali po prawdę. Od początku było czuć zdrową, czystą atmosferę – taką, w której można zdjąć zbroję i pozwolić sobie być widzianym.
Praktyki otwierające głos i serce, wspólne pieśni i bębny wprowadzały nas w stan, w którym napięcia codzienności powoli odpadały. Medicine songs płynęły przez noc, niosąc wibracje, które sięgały dalej niż same słowa.
Choć temperatura w nocy spadała do trzech stopni, ciepło płomieni – i tego z ogniska, i tego z naszych rozmów – utrzymywało nas w komforcie. Kiedy do rąk trafiła gorąca zupa, smakowała jak najlepsza uczta. Śmiech, cisza, opowieści, śpiew – wszystko miało swoje miejsce w tym kręgu.
Noc w lesie ma swój własny czas. Ciemność otula, a trzask ognia i szum wiatru stają się muzyką tła. W tym rytmie zasypialiśmy, wiedząc, że rano obudzi nas blask ognia i zapach świeżo parzonej kawy.
Poranek był łagodny, ale pełen treści. Ciepłe jedzenie, herbata, kakao i check-out talk, w którym każdy mógł zamknąć swój krąg i nazwać to, co chce zabrać do codziennego życia. Potem każdy ruszył w swoją drogę – może nieco spokojniejszy, może lżejszy, a na pewno bardziej obecny.
Bo męski krąg to nie tylko spotkanie. To powrót do siebie, w obecności innych, którzy patrzą bez oceny. To przypomnienie, że wiosna zaczyna się nie tylko w lesie, ale i w nas.
„To jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu”
Dołączyłem do tej grupy około rok temu i dziś mogę śmiało powiedzieć, że była to jedna z najważniejszych decyzji ostatnich lat. Męskie Kręgi okazały się czymś znacznie więcej niż zwykłymi spotkaniami – to bezpieczna przestrzeń, w której możemy mówić o rzeczach trudnych i ważnych, dzielić się tym, co w nas żywe, i słuchać innych bez lęku przed oceną.
Tutaj nauczyłem się uważnego słuchania i odkryłem, że w każdej cudzej historii można odnaleźć cząstkę siebie. Choć jesteśmy różni, nasze doświadczenia, emocje i pragnienia często są zaskakująco podobne. Ta świadomość daje poczucie wspólnoty i siły.
Jestem niezmiernie wdzięczny organizatorom za ogromny wysiłek, serce i zaangażowanie, dzięki którym każde spotkanie jest wyjątkowe. Doceniam możliwość swobodnej ekspresji – zarówno w rozmowie, jak i w formie artystycznej – oraz to, że mogę tu być w pełni sobą.
Myślę, że nasza grupa jest wyjątkowa. Przyjaźnie, które się tu zrodziły, są dla mnie bezcenne.
Rafał, 48 lat














